Są takie zimowe wieczory, w których świat wydaje się bardziej cichy niż zwykle. Światła w oknach świecą inaczej – ciszej, spokojniej, jakby zapraszały do środka, a powietrze pachnie czymś, co trudno nazwać: czekaniem, ciszą, obietnicą.
To właśnie w taki wieczór – tuż przed Adwentem – zapraszam Cię, byśmy razem otworzyli… drzwi szafy. Nie byle jakiej. Takiej, która stoi w kącie serca.
Może trochę zakurzonej od codzienności, może od dawna zamkniętej, może nieco trzeszczącej w zawiasach, ale wystarczy położyć na niej dłoń, żeby przypomniała sobie, że potrafi być przejściem.
Wyobraź sobie, że powoli naciskasz zimną klamkę. I słyszysz ten cichuteńki dźwięk, jakby drewno wzdychało z ulgą: „Wróciłeś. Czekałam.”
Kiedy uchylasz drzwi, czujesz najpierw chłód. Ale to nie chłód samotności. To chłód jak pierwsze płatki śniegu – taki, który niesie w sobie światło.
Za ubraniami nie widać jeszcze nic nadzwyczajnego. Zwykłe płaszcze, swetry, szale. A jednak… gdzieś głębiej, pod warstwą codzienności, migocze delikatne światło. I słychać, bardzo cicho, jakby ktoś daleko, daleko stąpał po śniegu.
To zaproszenie.
Oto jak to działa:
Dlaczego? Abyśmy szli przez ten Adwent krok po kroku, nie wyprzedzając faktów, budując napięcie i ciekawość – dokładnie tak, jak Łucja odkrywała Narnię. Wystarczy, że klikniesz w odpowiedni dzień.
Jeśli będziemy potrzebować rekwizytu, będzie to coś, co na pewno masz w domu – kubek herbaty, koc, kamyk czy świeczka.
Chodzi o jakość bycia razem, a nie o ilość czasu.
- 1. Historia: Krótki fragment nawiązujący do „Opowieści z Narnii” (dla wyobraźni).
- 2. Wartość: Refleksja i zadanie (dla serca).
Pierwsze drzwi uchylą się 30 listopada.
Najnowsze komentarze