Dom z Montessori – ta druga strona medalu

Całkiem niedawno pisałam o tym, jak zacząć swoją przygodę z Montessori w domu, a także jak staram się zwracać do moich dzieci w domu. Dziś przyszła pora na krótki wpis o tym, że dom z Montessori to wcale nie taka prosta sprawa…

Dzięki Marii Montessori i Jej podejściu do dziecka, My jako rodzice możemy często odetchnąć i powiedzieć, że teraz jest łatwiej, przyjemniej, kiedy podążamy za dzieckiem, kiedy nie musimy już z dzieckiem walczyć. Ale niestety nawet wtedy może to być też ciężka i niekiedy samotna droga… Aż chciałoby się razem ze Starym Dobrym Małżeństwem zaśpiewać:

Dom mój ostatnio ledwo stał na nogach
Stół nawet przechylał się kiedy jadłem obiad
Podłoga grzbiet prężyła, klepki aż trzeszczały
Jakoś tak nie mogłem złapać równowagi
Przechylił się mrocznie mój dom na chwilę
I mieszkałem kątem na równi pochyłej”

Nie spotkałam do tej pory dyskusji na ten temat więc spróbuję podzielić się moimi doświadczeniami. I choć z reguły staram się dostrzegać światełko w tunelu każdej trudnej sytuacji, to czasem i mnie dopada ta “ciemna strona rodzicielstwa z Montessori”. Czasem mam wrażenie, że bycie rodzicem to ciągła walka. A z czym walczę ja?

Walka z przyzwyczajeniami i nawykami.

Pewnie część Rodziców stosujących Montessori, stara się postępować w wychowaniu swoich dzieci inaczej niż tego sami doświadczyli.

Zawsze staram się zrozumieć, skąd bierze się określone zachowanie moich dzieci i staram się reagować z szacunkiem. Jednak w stresujących sytuacjach muszę walczyć sama ze sobą, żeby nie zastosować gróźb czy innych przemocowych sposobów. Choć czasem krzyk, groźba czy kara wydają się łatwiejszym rozwiązaniem w takich momentach.

Walka z poczuciem winy.

Czasem niestety nie wygram walki z nawykami i wtedy pojawia się walka z poczuciem winy. W trakcie krzyku, czy kiedy bez zastanowienia odpowiadam stanowczo “nie” na prośbę dziecka, albo zadając pytanie: “co się z Tobą dzieje?”, pojawia się błysk i przypomnienie, że to nie tak, że przecież to brak szacunku i zrozumienia dla dziecięcych emocji i wtedy pojawia się też poczucie winy. Czuję wtedy, że zawiodłam moje dziecko.

Walka z opinią i radami innych osób.

Czasem czuję się osądzana i krytykowana, nawet jeśli żadne konkretne słowa nie padły. Czasem ktoś sugeruje, że moje decyzje i wybory rodzicielskie są nieodpowiednie, a ja wtedy czuję i mam wrażenie, że mnie potępiają i muszę się bronić lub usprawiedliwiać moje stanowisko.

Walka o moje dzieci.

“Właściwie to jest normalne zachowanie na tym etapie”, “zazwyczaj tak się nie zachowują, naprawdę nie wiem, co się z nimi stało”. Wydaje mi się, że usprawiedliwiam dzieci, wyjaśniając z wyprzedzeniem kiedy nie zachowują się “doskonale” lub zgodnie z oczekiwaniami innych.

Walka z porównywaniem z innymi dziećmi.

Czasem spotykam dzieci kształcone i wychowywane tradycyjnie, lub obserwuję dzieci z przedszkoli Montessori (również w mediach społecznościowych). Niektóre z nich w podobnym wieku do moich dzieci i widzę, że pięciolatki znają alfabet, piszą i czytają, albo że dwulatki sprzątają wszystkie zabawki po zabawie. Trudno jest wtedy nie porównywać…


Oto kilka trudności, z którymi zmagam się od czasu do czasu. A Wy macie podobne przemyślenia? A może podobne lub zupełnie inne sprawy Was niepokoją?

Ale żeby nie było tak pesymistycznie, to obiecuję następny wpis o tym, jak sobie radzę z tymi trudnościami i co mi pomaga i dodaje sił.